Art Nouveau, biżuteria otwarta na światło

Detale & Slow Design

Niewiele jest w jubilerstwie okresów, z których współczesność zapożycza pomysły tak często i jednocześnie tak nie dosłownie, jak z Art Nouveau. Czerpiemy z niej wzorniczo, kolorystycznie i technicznie. Ale jako główny trend w biżuteryjnym świecie nie pojawiła się od lat. Szkoda, bo to jeden z najciekawszych okresów w jubilerstwie i sztuce zdobniczej w ogóle.

 

Secesja / Art Nouveau trwała krótko, więc tym bardziej zaskakujący jest jej wpływ na to, co dzisiaj kupujemy w sklepach jubilerskich. Trwała kilkanaście lat zaledwie, pomiędzy końcem XIX i początkiem XX wieku. Do dziś dość trudno uchwycić jej dokładne ramy czasowe. Zaczęła się niepozornie. W buncie przeciwko diamentom i kamieniom szlachetnym, które uchodziły na początku XX wieku za jedyną wartościową ozdobę, a z drugiej strony – przeciwko bylejakości taniej biżuterii, produkowanej masowo. Bo to był już okres masowej produkcji ozdób!

 

Z buntu powstaje najciekawsza biżuteria 

A że z buntu powstają zazwyczaj najciekawsze pomysły, pojawiła się i secesyjna biżuteria. Odpowiedź na błyskotki zmanierowanych elit i nicość ozdób ulicy. Miała być nowym tchnieniem, jak wszystko co działo się na przełomie wieków. Odrobinę dekadencka, jak zawsze, kiedy próbuje się przełamać społeczne stereotypy. Nonszalancka, bo niekoniecznie chciała czerpać z przeszłości. Secesyjni artyści lubili odwołania do przyszłości, przede wszystkim.

 

 

Wszystko lub przynajmniej całkiem sporo zaczęło się od francuskiego jubilera René Lalique’a, który podczas Wystawy Światowej w Paryżu w 1900 roku zaprezentował swoje prace w zupełnie nowym stylu – wielokolorową ważkę, naszyjnik przypominający leśne runo i diadem z głową koguta. I się zaczęło. O ile artystycznie, prace przyjęto z entuzjazmem, to potencjalni klienci raczej wątpili w ich praktyczną urodę.

Przypominam – mówimy o czasach, kiedy diament lub rubin w ostateczności, były jedynymi kamieniami świadczącymi o prestiżu i dobrym guście właścicielki.

Wywrotowa Art Nouveau

Art Nouveau (zamiennie zwana secesją) w ogóle była w swojej koncepcji wywrotowa – wykorzystywała ornamentykę czerpiące ze świata przyrody, ale niekoniecznie tego sielsko-anielskiego. W zdobnictwie pojawiły się zwierzęta, rośliny, owady, czasem nawet figury rodem ze świata fantazy, jak choćby nietoperze. Im bardziej naturalistyczne, tym lepiej. Częste motywy secesyjnej biżuterii to motyle, ważki, gałązki, storczyki, pędy kwiatów, zioła, pawie pióra, muszle. Tak jak je natura stworzyła. Niekoniecznie wygładzone i polukrowane, bo im bardziej odwzorowywały przyrodę, tym bardziej stawały się pożądane. I półnagie kobiety, co zakrawało już na skandal, delikatnie rzecz ujmując.

 

Nowe materiały i nowa era biżuterii 

Jednak wzornictwo to nie jedyny wyróżnik biżuterii z tamtego okresu. Na początku XX wieku jubilerzy zaczęli po prostu używać nowych materiałów do jej wyrobu. Pojawiły się srebro, platyna, emalia, macica perłowa, bursztyny, kamienie półszlachetne, muszle. I całkiem sporo odwołań do sztuki wschodu. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że rynek potrzebuje innych, często tańszych materiałów. I jest w tym trochę prawdy. Sporo materiałów, które pojawiły się masowo na przełomie wieków, pozwalała na tworzenie ozdób na kieszeń nie tylko magnacką. Jednak sprowadzenie wszystkiego do ceny, byłoby sporym uproszczeniem. Secesyjna biżuteria miała coś mówić, nieść ze sobą jakiś przekaz, łamać konwenanse. A jej urody bazowała przede wszystkim na połączeniu zaskakujących dotąd materiałów i wydobywaniu ich piękne nowymi technikami jubilerskimi. Taki pstryczek dla powściągliwych elit, zakochanych w diamentach, jednoznacznych do oceny i wyceny.

Wymagająca biżuteria nowej ery 

Pojawił się jeszcze jeden kłopot. Dotychczas nie trzeba było być znawcą jubilerstwa, żeby kupić odpowiednią biżuterią. Wystarczył certyfikat pochodzenia i autentyczności diamentu, czy innego kamienia szlachetnego żeby dokonać właściwego zakupu. Co w praktyce oznaczało, że odpowiednio wypchany portfel stawał się synonimem znawcy sztuk wszelkich. A tu nagle trzeba się trochę wysilić, żeby ocenić wartość biżuterii. Płynne, naturalne linie secesyjnej biżuterii był zaledwie początkiem jej właściwej oceny. Bo na cenę wpływało nowatorstwo wykonania, rękodzielniczy warsztat a niekoniecznie jubilerskie nazwisko, połączenia materiałów i kolorystyka, którą dziś nazwalibyśmy pewnie intensywnymi pastelami, lub przydymianymi kolorami ziemi – głębokie brązy, zielenie, błękity i spokojne odcienie żółtego, królowały w jubilerskich pracach.

Biżuteria otwarta na światło 

Najważniejsza technika, która dominowała w secesyjnej biżuterii również nie ułatwiała jej oceny i wyceny. Secesja to specyficzny rodzaj emaliowania (plique-a-jour / otwarta na światło) – jednej z najtrudniejszych technik jubilerskich. Metoda zdobnicza znana co prawda w Europie mniej więcej od XV wieku, jednak u secesyjnych twórców nabrała nowego znaczenia.

Ten niesamowity rodzaj biżuterii powstaje poprzez wypełnienie form, wyłożonych miedzianą folią, mieszanką emalierska, którą następnie należy wypalić, ostudzić i utwardzić. Przypomina nieco znaną nam metodą witrażową, ale przez dodatkowy podkład uzyskuje delikatnie lustrzany poblask, który w ciekawszy sposób przepuszcza światło, rozpraszając je w zaskakujący sposób. Każdy element zdobiony tą metodą sprawia wrażenie „otwartego na światło” lub przynajmniej inaczej absorbującego promienie słoneczne.

 

Najważniejsi jubilerzy secesji 

Najsłynniejsze do dziś prace jubilerskie do te zaprojektowane i wykonane w pracowniach René Lalique’a i Georgesa Fouqueta, który często wykonywał biżuterię na podstawie projektów Alfonsa Mucha. Lalique był pionierem, który jako pierwszy zaczął powszechnie używać nowych kruszców – srebra, platyny (tak, na przełomie wieków była tańsza od zlota), niekoniecznie szlachetnych kamieni jubilerskich, pereł, fragmentów rogów, czy kości, a nawet łupin orzechów. I oczywiście dmuchanego szkła, które tworzył samodzielnie. Dziś największe zbiory jego prac można podziwiać w Muzeum Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu oraz w Muzeum Gulbenkiana w Lizbonie.

Prace Georgesa Fouqueta powstałe w okresie jego współpracy z Alfonsem Muchą biją dzisiaj rekordy cen, jeśli tylko pojawią się w domach aukcyjnych. Ich biżuteria należała do najbardziej przestrzennych, to prawdopodobnie pierwsze projekty 3D, używając współczesnego języka. I postaci kobiet, czy raczej ich biustów do dziś zwracają uwagę szczególną. Praca Fauqueata, przypominały miniaturowe obrazy. Podobnie jak cała jego pracownia, zaaranżowana od początku do końca na podstawie projektu Alfonsa Mucha.

 

Szkice biżuterii zaprojektowane dla Georgesa Fuqueta przez Alfonsa Mucha 

Szkice A. Mucha fot. National Museum Prague

 

Inne znane nazwiska w jubilerstwie tamtego okresu to: Paul i Henri Vever, Hector Guimard, Philippe Wolfers, Edward Colonna, Archibald Knox, Lluis Masriera y Roses czy Lucien Gaillard.

 

 

Biżuteria z czasów secesji w ogóle niewiele miała wspólnego z dotychczasową tradycją zdobniczą. Przed Art Nouveau wszystkie ozdoby tworzone były tak, żeby jak najbardziej podkreślić urok konkretnego kamienia szlachetnego, pozostałe kruszce (tak naprawdę w większości przypadków tylko złoto) służyły jedynie do wyeksponowania jednej gwiazdy. Secesyjna biżuteria tworzona była natomiast tak, by każdy z elementów mógł być samodzielną pracą. Kluczowa stała się kompozycja, zestawienia kolorów, połączenie zróżnicowanych materiałów.

 

Biżuteria która wychodzi na ulice 

I coś jeszcze – secesyjna biżuteria na zawsze zmieniła podejście do noszenia ozdób, przestała być zarezerwowana dla elit, wyszła na ulice. Bo cenowo, dzięki wykorzystaniu nowych „nieszlachetnych” materiałów stała się dostępna również dla klasy średniej. Zapoczątkowała czasy, w których kobiety bardziej zaczęły się nią bawić, a nie podkreślać swój status społeczny. Przestała być odświętną, stała się elementem codziennego życia. Co z resztą bardzo dobrze wpisywało się w koncepcję secesji w ogóle. Uroda rzeczy przestała być odświętna, stała się codziennością. Artyści wychodzili z założenia, że wszystko co nas otacza i służy w prozaicznych czynnościach, może i powinno być piękne. Nieważne, czy chodzi o budynek użyteczności publicznej, filiżankę do herbaty, czy biżuterię. Dlatego też dla twórców Art Nouveau tak ważny był warsztat rzemieślniczy i praca rękodzielników.

 

Secesyjny rodowód kultowej marki Tiffany & Co.

Dziś dziedzictwo secesji to m.in. kultowa marka Tiffany & Co.  Założona przez Louisa Comforta Tiffany’ego sławę zyskała dzięki wzornictwu tamtego okresu, wykorzystaniu kamieni półszlachetnych i motywom roślinnym, które do dziś są obecne w ich wzorach – koniczyna, żurawina, jagody, truskawki czy dmuchawce. Jeśli macie ochotę na zwiedzanie to największe kolekcje secesyjnych cacek znajdują się dziś w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, w Musee d’Orsay w Paryżu, w Muzeum Gulbenkiana w Lizbonie i uwaga – Muzeum Mazowieckim w Płocku.

 

Na szczęście do tej pory można znaleźć niesamowite cacka wykonane w secesyjnym stylu, zarówno jeśli chodzi o biżuterię, jak i ozdoby domu. Wystarczy się odrobinę przyłożyć. Obiecuje, że warto. Bo mają w sobie coś takiego, co sprawia, że pasują do wszystkich innych stylów.

 

 

© 2020 Kinelkovska. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia użyte na stronie stanowią własność właściciela strony.