BYŁ SOBIE POLSKI DIAMENT

Biżuteria & Akcesoria

Mieszanka chalcedonu i opalu. Kamień optymizmu, antydepresant, energetyk. Niweluje zmęczenie i podobno działa bakteriobójczo. Jeden z najtwardszych kamieni jubilerskich na świecie. Przez chwilę miał swoich ekskluzywnych ambasadorów – Victorię Beckham i Robbiego Wiliamsa. Dość wiekowy – liczy sobie prawie 150 mln lat. I bardzo wyjątkowy – jego złoża są tylko u nas. KRZEMIEŃ PASIASTY. Niedoceniony klejnot, który wymyka się klasyfikacjom.

Muzeum „Krzemionki” – fragment ściany ogrodzenia, fot. A. Wilk

 

Długo uchodził za najtwardszy po diamencie kamień jubilerski na świecie. Jakby tylko to miało być jego jedynym atutem. Od początku nikt nie miał dobrego pomysłu na jego promocję, poza zabawami jego „lokalnością”. Nie wykorzystano również zainteresowanie, które jakiś czas temu wzbudził wśród celebrytów. I poza Cezarym Łutowiczem, sandomierskim jubilerem i jego najskuteczniejszym promotorem na świecie, nie zadbano o wzornictwo z nim związane. Przynajmniej w jubilerstwie. Oczywiście można zapytać, jak promować kamień, o którym nie wiadomo czy szlachetny, czy półszlachetny? A do tego jeszcze się nie błyszczy? Wyjście poza standardowe ramy PR, kiedy chodzi o nasze dobra naturalnie, nie jest naszą mocną stroną. Gaz łupkowy też nie wyszedł, tak typowo po polsku. Krzemień pasiasty czeka prawdopodobnie podobny los. Ogromny potencjał, który spotyka się z polskim piekiełkiem pt. każdy sobie rzepkę skrobie. W skali twardości Mohsa (skala klasyfikująca kamienie jubilerskie) jest na granicy kamieni szlachetnych i półszlachetnych. Jest twardszy praktycznie od wszystkich kamieni naturalnych z klasy półszlachetnych (mają poniżej 7 punktów we wspomnianej skali Mohsa), ustępuje miejsca jedynie czerwonym rubinom, szafirom i topazom. Ale szlifować go można już tylko diamentowymi piłami. Żadne inne sobie z nim nie poradzą. Nie przepuszcza światła, co jest cechą zarezerwowaną dla klejnotów szlachetnych, ale też nie podlega spalaniu (cecha kamieni półszlachetnych).  Kamień sam w sobie jest niezwykły – ubarwiony niemal wszystkimi odcieni cielistości, po beże i mieszanki greige, układa się w jasne i ciemne smugi, warstwowo przypominające delikatne fale. W porównaniu do innych kamieni jest ultranowoczesny i ekskluzywnie nieskromny.

 

Biżuteria wykonana przez Andrzeja Wilka, fot. Jerzy Oblicki 

 

Ale tak jak niezwykły, jest również bardzo chimeryczny. Nie lubi niczego, co go przyćmiewa. Kiepsko komponuje się z innymi kamieniami szlachetnymi. W połączeniu ze złotem wygląda dobrze tylko wtedy, kiedy owe złoto jest zmatowione. Niewielu jubilerów potrafi z krzemieniem pracować w sensie artystycznym. Tym bardziej wzorniczym. Podobnie jak z bursztynem. Rynek jest przesycony topornym, niedbałym wzornictwem z wczesnych lat 90-tych. A krzemień pasiasty doceniają najbardziej ci, którzy zakochują się w jego minimalistycznej ekskluzywności. Bo on taki właśnie jest – piękny w swojej prostocie.
Klucz do jego uroku odkrył w latach 70-tych sandomierski jubiler – Cezary Łutowicz, który przez lata stał się jego największym promotorem na świecie. Największym, ale też jedynym skutecznym, tak naprawdę. Jego miłość się opłaciła, bo jest jednym z niewielu twórców, którym udaje się oddać urok tego kamienia. Poświęcił mu ponad 40 lat życia i zrozumiał, jak nikt inny. Niestety godnych następców Łutowicza lub chociażby jego pojętnych uczniów brakuje.

Biżuteria autorska z pracowni Cezarego Łutowicza, fot. CŁ 

 

Wartość krzemienia po obróbce jubilerskiej jest bardzo różna, w zależności od rynkowej pozycji twórcy i kruszców użytych do jego oprawienia – od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Jest więc stosunkowo tani, w porównaniu do szafirów, które w skali Mohsa mają tylko 1 punkt twardości więcej. Niesprawiedliwie tani, biorąc pod uwagę, że jedyne złoża są u nas (co prawda znaleziono je również w Belgii, ale tamtejszy krzemień nie ma praktycznie żadnych walorów estetycznych), a dokładnie na terenie Sandomierszczyzny, Opatowa, Ożarowa i Ostrowca. I niestety nie są imponujące – największa kopalnia (i tak naprawdę jedyna legalna) w Polsce to złoża na poziomie ok. 600 tys. ton.

Kocham krzemień pasiasty z powodów zupełnie niepragmatycznych. Sentymentalno – romantycznych już chyba bardziej. Zachwyca mnie jego kolor i nieprzewidywalność wzorów. Uwodzi mnie surowość tego kamienia i szerokie możliwości interpretacji. Wzrusza jego rynkowa ulotność, bo za chwile może się okazać, że nie będzie nawet jednej legalnej kopalni, w której się go wydobywa. Już dziś większość krzemienia pochodzi z dość szabrowniczych źródeł. Inspiruje mnie potencjał skarbu, który jeszcze nie tak dawno temu służył do utwardzania bruku. Nie tak dawno temu, czyli w tzw. przed-celebryckiej epoce, która datowana jest na mój wiek nastoletni. W tamtym czasie, czyli trochę przed erą Victorii Beckham krzemień pasiasty sprawił, że kilku moich sąsiadów wybudowało dzięki niemu dość reprezentacyjne domy. Ale że moja wczesna młodość to poprzemysłowe miasto, w którym tak naprawdę żadne high life nie pochodziło ze źródeł całkiem legalnych, to i pochodzeniem krzemienia niewielu się przejmowało. Ktoś znalazł 40-kilogramowy kamień na polu na obrzeżach miasta, ktoś inny sprowadzał ze śląska sprzęt kopalniany, a jeszcze inny zrobił sobie łazienkę w beżowym kamieniu, mimo że „w trendach” obowiązywały wówczas błękity. Nawiasem mówiąc, mam nadzieje, że jej nie zniszczył, bo dziś jest to prawdopodobnie najdroższa łazienka na Kielecczyźnie!

 

Mój krzemień pasiasty został ubrany w mikroskopijne japońskie koraliki Toho o wielkości 1,5 i 2,2 mm. Wykonanie naszyjnika zajęło około 25 godzin. Najtrudniejsza wcale nie była technika, ale dobór kolorów do wykończenia krzemienia. Nie mogły go przecież przyćmić, ale zniknąć całkowicie w jego towarzystwie również nie. Od kilku dni cieszy oczy duńskiej właścicielki i podobno rzeczywiście działa na nią relaksacyjnie.

 

© 2017 Kinelkovska. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia użyte na stronie stanowią własność właściciela strony.