Historia torebki, czyli opowieść o ratowaniu świata

Lifestylove

Wyobrażacie sobie życie bez torebki??? Niemożliwe! Dokładnie tak samo, jak życie bez jej zawartości. Bo w torebkach nosimy wszystkie absolutnie niezbędne do życia rzeczy! I tylko takie…

 

Pokaż kotku co masz w środku

Już dawno świat opanowałby totalny chaos, gdyby nie gadżety, akcesoria i „przydasie” wszelkiego sortu, które nosimy ze sobą! Tego piątego i dziesiątego sortu również. I choć ta druga płeć może mieć zupełnie inne zdanie, to i tak nie ma racji. Bo wszystko w naszych torebkach jest absolutnie potrzebne. Żadnych zbędnych rzeczy. Co to, to nie. Fakt, im większa torebka, tym więcej akcesoriów życie ratujących, ale to wcale nie chodzi o to, co się mężczyznom wydaje. Większa torebka to po prostu bardziej zogniskowana przezorność. I mogą sobie opowiadać cuda, o cudach które nosimy przy sobie, ale one po prostu są od ratowania życia. I już.

 

Wszystkie skarby do zbawiania świata 

3 pary okularów przeciwsłonecznych, bo jedne można zgubić a drugie uszkodzić, a wtedy są trzecie, ratujące wzrok od śmiertelnych promieni UV. Własnych i cudzych. Saszetka odżywki do włosów, bo jak spojrzysz na nią 10 razy dziennie, to może po tygodniu rzeczywiście nałożysz na włosy. Chusteczki higieniczne papierowe, bo nie wiadomo kto, gdzie i kiedy będzie płakał. A ktoś płacze zawsze. Więc bez dyskusji. Chusteczki nawilżane, bo jakieś dziecko gdzieś ich zawsze potrzebuje. Poza tym są idealne do czyszczenia rzeczy różnych, w tym deski rozdzielczej w samochodzie włącznie. Więc to w gruncie rzeczy dla swoich facetów nosimy, nie dla siebie.

Długopisów i mazaków pierdyliard? No bez przesady, może trzeba będzie jakąś petycję w sprawie zbawienia świata podpisać na mieście, a nikt długopisów nie będzie miał? I co wtedy? Kryształ górski, oczywista oczywistość. Od złych uroków, bo ludzie mają w sobie teraz nadwyżki negatywnej energii. Jednorazowy zastrzyk z adrenaliną? Szerszeń cię może ugryźć i śmierć po 30 minutach gotowa, a jak masz adrenalinę to do szpitala zdążysz dojechać. Kosmetyki, plastry na odciski, gumka do włosów lub inny gadżet też do włosów, tabletki, coś słodkiego niezależnie od gumy do żucia – oczywiste… Notes (bo telefon może się rozładować), ładowarka do telefonu (bo telefon naprawdę może się rozładować), słuchawki do telefonu (bo jeśli telefon się nie rozładuje, to może muzyki będziesz chciała posłuchać w międzyczasie), itd., itd.

 

Początek początków 

Zawartość damskiej torebki to w ogóle jest temat na doktorat, więc innym razem może. Wracając do wątku skąd, od kiedy i dlaczego. Kobiety od zawsze po prostu tę przezorność w sobie miały i torebeczki wymyśliły mniej więcej w czasach, kiedy w ogóle ubierać się zaczęły. I może nie nosiły w niej tak od razu zestawu do zbawiania świata, ale… Sakiewki, zwane czasem kaletami pojawiały się już w starożytności. Najstarsza zachowana pochodzi sprzed 5000 lat, należała do mężczyzny, ale to nieistotne. Torebki noszone na biodrze odnajduje się w egipskich hieroglifach, a i w Biblii są wzmianki o pierwszych „sakiewkach”.

 

W średniowieczu były już normą. Ich zawartość bywała różna, bo czasem były to banalne przedmioty użytku osobistego – chusteczka (voila, nic nowego), modlitewnik (serio), nożyczki, klucze, przybory do robótek ręcznych (to w czasach, kiedy kobiety albo rodziły, albo haftowały, bo innych funkcji nie miały), monety, sztućce (mniej więcej w średniowieczu, kiedy szanująca się dama nosiła ze sobą własne sztućce), liściki miłosne dostarczone lub odebrane (jeśli oczywiście umiała czytać), perfumy (a jakże).

 

Sakiewki, czyli pierwsze „torebki” 

 

Sakiewki były popularne mniej więcej do XVI-XVII wieku. I nosiły je zarówno kobiety, jak i mężczyźni, bo wyobraźcie sobie – kieszenie to już dość nowoczesne rozwiązanie. Kobiety ukrywały je pod zwojami sukien, mężczyźni przy spodniach. Jednak dopiero z czasem sakiewki zaczęły być atrakcyjną częścią garderoby. Początkowo wyglądały banalnie – niewielki kawałek materiału lub skóry, przewiązany tasiemką, rzemykiem lub sznurkiem. Choć od początku mówiły sporo o statusie społecznym właścicielki.

Na zdjęciu sakiewka pochodząca z Włoch, powstała prawdopodobnie pomiędzy 1860 a 1880 rokiem, wykonana w jedwabiu, z tasiemką ściągającą u góry. Sakiewki zawsze były szyte z tej samej tkaniny, z której powstawała suknia. Co w praktyce oznaczało, że torebka powstawała tylko i wyłącznie do jednej sukni. Nie wypadało mieć sakiewki różniącej się choćby odcieniem od całej kreacji.

 

Wróciły do łask z początkiem XIX wieku, w odświeżonej wersji, bardziej dekoracyjne i uwaga – inaczej zapinane. Nie chowano ich pod spódnicami, tylko przytwierdzano paskiem lub tasiemką w pasie. Więc współczesne „nerki”, które wracają do łask co kilka sezonów to naprawdę nie jest nasz wynalazek.

 

Torebka ślubna, nie taka ślubna 

Ciekawostka – na zdjęciu torebka prawdopodobnie z XVII wieku, nazywana torebką ślubną, wcale nie dlatego, że stanowiła element dekoracyjny panny młodej. Zaskoczę was, ale dawanie prezentów od zawsze przysparzało niektórym pewnych trudności. Szczególnie w tzw. wyższych sferach – takie torebeczki stanowiły po prostu opakowanie dla samego prezentu ślubnego – biżuterii, gotówki, małych rodzinnych pamiątek. Bo wiecie, nie dało się wręczyć prezentu w normalny sposób 🙂

 

 

Razem z modą na nowy typ kiecek, mniej więcej na przełomie XVIII i XIX wieku, kiedy sukienki zubożały i przestały im towarzyszyć krynoliny i kosmiczne konstrukcje gorsetów, pojawiła się konieczność stworzenia nowej torebki. Właściwie pierwszej we współczesnym jej rozumieniu. Tej starej nie dało się już ukryć pod kilometrami tkanin i przypiąć gdzieś do paska. Modne stały się zwiewne, oplatające figurę empirowe suknie, które nie miały ani dawnego paska, ani kieszeni. Wraz z nimi w garderobach dam, zagościły małe cuda. Początkowo torebeczki były stworzone do noszenia tylko w dłoni, ale ich uroda zaczęła wreszcie zwracać uwagę. Haftowane koralikami, jedwabnymi niciami, wyszywane kamieniami, z pięknymi bogato zdobionymi rączkami. Nazywane były „pompadourkami” i zwojowały kawałek świata. Pierwowzory dzisiejszych torebek koktajlowych i wieczorowych puzderek.

 

 

 

Torebka ze skóry i początek włoskich manufaktur 

A tak zaczynała się torebka ze skóry, którą znamy do dziś. Na zdjęciu eksponat pochodzący z początku XIX wieku. Typowa dla napoleońskiej stylistyki, gdzieś pomiędzy rokoko i neoklasycyzmem. Pochodzi z zasobów nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, w którym znajduje się jedna z największych kolekcji torebek na świecie, w ogóle. Torebki ze skóry, które pojawiły w tamtym okresie, to również początek ery włoskich manufaktur, z których pochodzą pierwsze egzemplarze. Torba ze zdjęcia, co prawda należała prawdopodobnie do Francuza/ Francuzki, ale z całą pewnością powstała we Włoszech. Tego typu akcesoria traktowano początkowo jako rodzaj torby podróżnej, ale z czasem ich odrobinę mniejsze wersje wprowadzono do codziennej garderoby.

 

Współczesny raj? 

XX wiek to już początek raju. Na początku pojawiły się niewielkie, bogato zdobione torebki nazywane „Dotty” z krótką rączką, ale chwilę później również te, które do dziś znamy, jako listonoszki. Akcesoria zaczęły się przystosować do zmieniających czasów. I same kobiety zaczęły po prostu nosić je inaczej. Tuż po I wojnie pojawiała się kopertówka, noszona pod ręką. I kilka innych modeli, które powstawały w odpowiedzi na zmieniającą się modę i banalnie – różne potrzeby kobiet. I tak już zostało.

 

 

A może torebki na wiosnę i lato 2019?

© 2019 Kinelkovska. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia użyte na stronie stanowią własność właściciela strony.