Malta… wyspa, w której się zakochasz

Miejsca & Ludzie

Jest taki kraj na Morzu Śródziemnym, jakieś 80 km od południowego wybrzeża Włoch i niecałe 3 godziny lotu z Warszawy, w którym zakochałam się kilka lat temu, bez pamięci. Kraj paradoksów, urzekający jak żaden inny. 

 

Malta, wyspa w której się zakochasz albo znienawidzisz

Malutkie wyspiarskie państwo-miasto, którego największa Malta stanowi prawie 80% powierzchni. Mikroskopijne w skali UE. 300 km2 powierzchni, niecałe pół miliona mieszkańców, niezwykle serdecznych i rodzinnych, ale restrykcyjnie chroniących swojej prywatności. Temperatura latem mordercza dla większości Europejczyków, szczególnie tych spoza basenu Morza Śródziemnego. A umówmy się – tamtejsze lato to 10 słonecznych miesięcy w roku. W większości skaliste plaże, kamienna architektura ze wszystkimi niemal odcieniami koloru nude i feerią barw skupioną w okiennicach i drzwiach. Średniowieczny ascetyzm i mauretański rozmach w jednym. Mieszanka kultury angielskiej, włoskiej plus silne wpływy arabskiej Afryki. Najpiękniejsi mężczyźni, jakich widziałam z ostrymi arabskimi rysami twarzy i dość jasną cerą, jak na tamten klimat. Muzeum pod gołym niebem, jak mawiają niektórzy.

Idealna scenografia do zdjęć i filmówkręcono tu m.in. pierwszą serię „Gry o tron” – jedynego serialu, który oglądam, ale również Troję i Gladiatora. Wymarzone miejsce na ślub, jeśli marzy wam się taki poza granicami PL. Raj podatkowy, szczególnie dla sporych przedsięwzięć, jeśli jesteście pragmatyczni. Mekka hazardzistów i importowych puszczalskich nastolatek, również. Miejsce, w których czas jest pojęciem zupełnie abstrakcyjnym… Dosłownie.

Malta – wyspa, w której się zakochasz 

Widok na Vallettę, Malta fot. fot. Ollirg/Fotolia AdobeStock

 

Ultrakatolicki kraj… i mekka dla turystów

 

Opowiedzieć o Malcie w kilku zdaniach po prostu się nie da. To tak jakby nie powiedzieć nic. Ze spraw oczywistych i ważnych z turystycznego punktu widzenia – Malta jest idealną destynacją zarówno na kilkudniową majówkę, jak i dłuższe wakacje. Ale o tym w innym wpisie –Malta na wakacje czy tylko weekend? Jednak w tych kilku wyspach, tworzących maltańskie państwo, jest coś znacznie bardziej uwodzicielskiego niż słoneczna pogoda przez większą część roku i zapierające dech w piersiach widoki.

Cywilizacyjny i obyczajowy tygiel, który tworzy to malutkie państwo na Morzu Śródziemnym, jest tym co najbardziej zaskakuje. Kraj paradoksów. Wbrew oczekiwaniom Malta jest daleka od klasycznego multi-kulti typowego dla większości turystycznych rajów. Ta śródziemnomorska wyspa to przede wszystkim ultrakatolicki kraj, który wpuszcza do siebie przybyszów na bardzo określonych warunkach – możesz nas podziwiać, chętnie na tobie zarobimy, ale nie próbuj nas zmieniać.

I tak – mamy unijne państwo (Malta jest członkiem UE od 2004r.), w którym rozwody są możliwe dopiero od kilku lat, antykoncepcja dla kobiet praktycznie nie istnieje, a ustawa antyaborcyjna jest jedną z najbardziej restrykcyjnych na świecie. Na powierzchni ok. 300 km2 znajduje się blisko 350 kościołów, więc gdyby się uprzeć to mniej więcej jeden na każdy dzień roku. A sami Maltańczycy rzeczywiście tą swoją katolickość celebrują przy każdej niemal okazji. Najlepszy przykład? Wystarczy wspomnieć, że każdy z tych kilkuset kościołów ma swojego patrona, więc 350 maltańskich mikroparafii raz w roku organizuje huczną fiestę na część swojego opiekuna. Przygotowania trwają kilka dni, dekorowane są oczywiście kościoły, ale co ciekawe również prywatne domy, ulice i sklepy. Okolica i same obchody przypominają zdecydowanie bardziej karnawał w Rio niż znane nam celebracje świąt kościelnych – muzyka, parady, feeria intensywnych kolorów, stragany z tradycyjnymi smakołykami, sztuczne ognie i często zabawa do białego rana.

Malta – ultrakatolicki kraj, który jest mekką dla turystów 

 

Wyspa sprzeczności z niezwykłą historią w tle

 

Tyle tylko, że katolicyzm Maltańczyków to zaledwie część opowieści o tej wyspie. Bo Malta to również, a może przede wszystkim kilka tysięcy lat niezwykłej historii, w której pojawili się Rzymianie, Fenicjanie i Kartagińczycy, wikingowie, Brytyjczycy (Malta była brytyjską kolonią do 1964r.) i Arabowie. Fenicjanom wyspa zawdzięcza prawdopodobnie nazwę – Meleth (schronienie). 650 lat panowania Rzymian to przede wszystkich rozwój infrastruktury, upraw rolnych i pojawienia się chrześcijaństwa na wyspie.

Arabowie pozostawili po sobie zmiany w języku maltańskim (w tym charakterystyczne nazwy miejscowości – Marsa, Mdina, Märarba, Mqabba, Gajajjewiel, Rabat, Xagħra, Żejtun i Żurrieq), kuchnię z jej charakterystycznymi smakami i niesamowitymi przyprawami i co ciekawe krajobraz tzw. pól tarasowych – innowacyjnej metody uprawy roli i systemu nawadniania, który pojawił się na Malcie już w IX wieku n.e. Normanowie, a dokładnie hrabia Norman Roger dał początek maltańskiej fladze. Ponoć w walce z Arabami rozerwał swoją biało-czerwono flagę w kratkę i jej połowę dał Maltańczykom. Po drodze zdarzyły się rządy kilkunastu europejskich rodzin magnackich, okupacja francuska czy kolonizacja przez Brytyjczyków.

 

Maltańska uliczka, fot. Gottlob Freund

Ale i tak największy wpływ na współczesne postrzeganie tej niezwykłej wyspy miał Zakon Maltański, rządzący nią przez ponad 250 lat (1530-1798). To Rycerze św. Jana dali Malcie chyba najsłynniejszy jej symbol – ośmioramienny krzyż, symbolizujący osiem obowiązków rycerskich. I nikt tak jak oni nie wpłynął na codzienne życie wyspiarzy, ich architekturę, zwyczaje, folklor i chrześcijańską tożsamość.

 

 

Malta to nie tylko miejsce na wakacje

 

Współczesna Malta, uwielbiana przez turystów, to kilka tysięcy obiektów noclegowych, od luksusowych 5-gwiazdkowych hoteli-resortów, po dziesiątki tańszych-moteli, mieszkań, apartamentów i domów do wynajęcia. Bardzo zwarta zabudowa, szczególnie w tych tańszych dzielnicach. Malta to zaledwie 245 km2 i jedno z największych gęstości zaludnienia na świecie. Ceny mieszkań potrafią podnieść ciśnienie do poziomu dość niebezpiecznego, a ich standard pozostawia często sporo do życzenia. Mimo to Malta kusi, czasem jako wakacyjna czy weekendowa destynacja, ale coraz częściej jako miejsce do życia. Na kilka lat lub na zawsze. Bo mimo niedogodności – cen mieszkań, komunikacji (sprawnej logistycznie, ale nieznającej punktualności), specyficznego podejścia do życia Maltańczyków czy bałaganiarstwa na ulicach, jest w niej urok niespotykany nigdzie indziej.

Słynne maltańskie łódki w zatoce Valetty, fot. Krasnevsky/ Fotolia AdobeStock

Dziedzictwo Malty

 

Malta to dziesiątki zabytków, których nie znajdziecie nigdzie indziej. MORE… Miejsc tak zaskakujących, jak wioska Popeye Village, która powstała w 1980 roku jako scenografia na potrzeby jednego z filmów wytwórni Disneya i została, zachwycając co roku rzesze turystów. I mekka dla wszystkich, którzy kochają rękodziełożywy skansen w dawnych hangarach lotniska wojskowego z czasów II wojny światowej – Ta’ Qali Crafts Village, gdzie nie tylko kupisz lokalne ręcznie wykonywane produkty, elementy dekoracji wnętrz czy biżuterię, ale przede wszystkim obejrzysz proces ich powstawania. Warto, bo Malta z niezwykłą starannością kultywuje swoje rękodzielnicze tradycje, m.in. wyrób filigranowej biżuterii, ale o tym przeczytacie w innym wpisie.  MORE… Pyszne jedzenie śródziemnomorskie, które przez setki lat zapożyczało to, co najlepsze w kuchni arabskiej znajdziecie na każdym rogu ulicy… A wszystko to w ramach całkiem przyzwoitego budżetu – na Maltę dolecicie tanimi liniami z Warszawy, Krakowa i Wrocławia, niezły hotel poza szczytem sezonu będzie i tak tańszy niż nad polskim morzem; krystalicznie czysta i ciepła woda na wyciągniecie ręki– w końcu to wyspa, odległości niewielkie, więc samodzielne zwiedzanie jest całkiem przyjemne nawet dla nieprzetrenowanych turystów. Polecam, warto. Ja się zakochałam, ale wy przynajmniej polubicie.

 

Popeye Village, Malta, fot.  fot. @kavalenkau AdobeStock

© 2018 Kinelkovska. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia użyte na stronie stanowią własność właściciela strony.