WESOŁEGO ALLELUJA, W WERSJI LUX

Lifestylove

 

Skoro już mamy Wielką Sobotę, skoro w internecie trwa wyścig na najciekawsze pomysły zdobienia pisanek, to u nas pisanki w wersji luksusowej – kolekcja zawieszek marki Fabergé, inspirowana słynnymi carskimi jajami zaprojektowanymi w pracowni Petera Carla Fabergé dla Marii Fiodorowny, szanownej małżonki cara Aleksandra II. Maleńkie cuda (mierzą od 18 do 24 mm) wykonane ze złota, emaliowane, wysadzane diamentami i szafirami. Voilà! Cena mniej więcej od 20 tys. PLN, gdyby ktoś pytał.

 

Historia oryginalnych jajek Fabergé to jedna z najciekawszych i najsmutniejszych opowieści o luksusie, jakie zdarzyło mi się śledzić. Inna sprawa, że historie luksusu rzadko bywają szczęśliwe. Na przestrzeni ponad 30 lat (1885-1916), powstało ich w sumie 71, z czego 52 dla rodziny carskiej. Do dziś zachowały się 42 sztuki. Przynajmniej o tylu wiadomo. Początek tej historii to 1885 rok, car Aleksander III zamawia dla swej żony Aleksandry Fiodorownej prezent o wyjątkowej oryginalności. Podobno z okazji 20. rocznicy zaręczyn. Żeby była jasność – nie wymyśla tego cacka, nie jest aż tak oryginalny. Ale Rosjanie, szczególnie ci obrzydliwie bogaci tak już mają (do dziś z resztą) – wykładają gotówkę na stół z gestem ‘przebijam’. Również Aleksander, który biżuteryjną pisankę widział już wcześniej wśród klejnotów duńskiej księżniczki Wilhelminy Marii, zechciał po prostu mieć jeszcze piękniejszą, droższą, bardziej zachwycającą. Wykonawca musiał się znaleźć. Czy się znalazł, czy po prostu czekał na zlecenie życia to do dziś kwestia sporna. Peter Carl Fabergé był przedstawicielem znakomitych jubilerskich tradycji w trzecim lub nawet czwartym pokoleniu. Jego ojciec i dziadek z powodzeniem wykonywali ekskluzywną biżuterię dla rosyjskiej szlachty od lat. Jednak ich aspiracje sięgały znacznie dalej niż klienci z nadbałtyckiego regionu Liwonii (dzisiejsza Łotwa). Kiedy w 1842 roku otwierali pracownię w Sankt Petersburgu azymut od początku był ustawiony na carski dwór, bo umówmy się, że było to w czasie kiedy familia Romanowów była absolutnie najważniejsza w Europie. Udało się dzięki renowacji i pracom zdobniczym w petersburskim Ermitażu – najpiękniejszym pałacu Zimowym cara Piotra I. Do dziś można podziwiać zdobienia Carla Fabergé w Muzeum Ermitrażu w Petersburgu.

 

WNĘTRZA PAŁACU ZIMOWEGO PIOTRA I (fot. Muzeum Ermitażu w Petersburgu)

 

Pierwsza carska pisanka powstaje w 1885 roku. Po pierwsze dzięki fantazji, którą dają pieniądze, po drugie tradycji – prawosławni Rosjanie od dawna obdarowują się wielkanocnymi jajkami, po trzecie zabiegom jubilera Fabergé. Kilkucentymetrowe jajo pokryte białą emalią, w którym umieszczono żółtko, w nim kura i miniatura carskiej korony wysadzonej diamentami– oczywiście wszystkie 3 elementy wykonane ze złota, zachwyca Marię Fiodorowną. I rodzi się początek legendy. Do końca życia cara Aleksandra III co roku powstaje nowe jajo – każde jest niespodzianką, pracownia Fabergé ma pełną dowolność. Zwyczaj przejmuje car Mikołaj II, który zamawia 2 jaja rocznie – dla matki i żony. W ciągu 32 lat powstaje ich kilkadziesiąt.

Carskie jaja wykonane w pracowni Fabergé

 

Trudno powiedzieć kto komu znosił złote jaja w tym układzie – moim zdaniem, carska rodzina panu Fabergé. Co prawda nie byli zbyt skorzy do płacenia za te jubilerskie cuda, ale po pierwsze – wykonywali najlepszą i najskuteczniejszą robotę marketingową dla jego wyrobów w ówczesnej Europie, w ciągu kilku zaledwie lat pracownia Fabergé stała się wykonawcą ekskluzywnej biżuterii niemal wszystkich dworów królewskich w Europie. Po drugie – już na początku XX wieku pracowało dla niego ponad 500 rzemieślników, a on sam był właścicielem kilkunastu salonów w najważniejszych miastach Europy. Po trzecie – rosnąca liczba zamówień i klientów wymuszała niesamowity rozwój warsztatowy – biżuteria stawała się coraz wymyślniejsza, bardziej skomplikowana wzorniczo i technicznie. Kiedy europejscy konkurenci dysponowali kilkunastoma kolorami emalii w pracowniach Fabergé rzemieślnicy pracowali już z paletą 140 kolorów. Szacuje się, że do roku 1917 z rąk złotników Fabergé wyszło ponad 150 tys. egzemplarzy biżuterii.

Wyroby jubilerskie Fabergé

 

 

Historia tej znakomitej biżuterii zostaje zawieszona na kilkadziesiąt lat w 1917 roku. Peterowi Fabergé co prawda udaje się uciec z Rosji przed krwawą rewolucją, ale umiera 3 lata później w Szwajcarii. Carskie jaja zostają skonfiskowane i w 1828 roku sprzedane przez Stalina na Zachód. Trafiają przede wszystkim w amerykańskie i brytyjskie ręce. Część z nich po prostu ginie. Obecnie największą prywatną kolekcję posiada rosyjski oligarcha Wiktor Wekselberg. Każde z nich osiąga na aukcjach astronomiczne ceny – od kilku do kilkudziesięciu milionów dolarów. 9 jaj odkupionych przez Wekselberga od rodziny Forbesów wyceniono na ponad 100 mln dolarów.

Los również w tym przypadku bywa zaskakująco przekorny. Talent w genach rzadko dziedziczy się z pokolenia na pokolenie. Żaden z synów Petera nie kultywuje jego tradycji – jeden zostaje genetykiem, drugi filatelistą, trzeci fotografem. Jubilerskie zacięcie zaczyna się odzywać dopiero wśród wnuków i prawnuczek Petera, choć tak naprawdę bardzo trudno jest porównywać ich prace do legendy dziadka i pradziadka. Próby Theo Fabergé (wnuka) były z pewnością satysfakcjonujące finansowo, ale ze sztuką jubilerską i zdobniczą nie miały zbyt wiele wspólnego. W jego sklepach można było znaleźć nie tylko jaja, ale również porcelanę, przybory piśmiennicze, szkatułki, zegary i zegarki. Mydło i powidło. Wartość artystyczna jest dość sporna. Ale z drugiej strony, gdybym się dowiedziała o swoim pochodzeniu mając jakieś 40 lat, jak to było w przypadku Theo Fabergé, to z pewnością zrobiłabym z nowego nazwiska pożytek, choćby finansowy.

Fabergé a jednak nie Fabergé (wyroby Theo Fabergé)

 

Trochę lepiej sytuacja wygląda w przypadku prawnuczek Karla – Tatiany i Sary. Tatiana prowadzi swój salon jubilerski w Genewie. A w nim współczesna biżuteria wykonywana na podstawie archiwalnych wzorów rodziny Fabergé. Obie zostały zaangażowane do prac związanych w rekultywacją jubilerskiej marki, choć czasem można odnieść wrażenie, że zrobiono to tylko ze względów PR-owych.

Reanimację przechodzi też sama marka, której losy po śmierci Petera Fabergé były dość niewdzięczne. W 1937 roku prawa do marki zawłaszczył amerykański przedsiębiorca rosyjskiego pochodzenia, który pod marką Fabergé sprzedawał kosmetyki i perfumy. W 1964 roku prawa do używania nazwy odkupuje kolejna firma kosmetyczna, choć po drodze zdarza się również epizod z produkcją filmów fabularnych. W 1989 roku markę przejmuje Unilever, więc wydaję się, że gorzej już być nie może – Fabergé i proszki do prania… Paradoks polega na tym, że magia Fabergé, mimo niezliczonych prób marketingowej obróbki, nie działa w przypadku sprzedaży kosmetyków, ani tym bardziej chemii gospodarczej.

Ostatecznie w 2007 roku prawa do nazwy, wzorów, znaków towarowych Fabergé zostają odkupione przez Pallinghurst Resources – spółkę joint venture zarejestrowaną na Kajmanach (ups), która zajmuje się wydobyciem i handlem szlachetnymi kruszcami. Pośrednio marka wraca do rąk rosyjskich, gdyż jednym z udziałowców Pallinghurst Resources jest wspominany już oligarcha Wiktor Wekselberg (właściciel 9 oryginalnych jaj Fabergé). W 2010 marka wraca do źródeł Fabergé – firma znowu produkuje wyroby jubilerskie. Do współpracy zaangażowano wnuczki – Tatianę i Sarę, choć ich rola w całym przedsięwzięciu jest dość enigmatyczna. Na ich korzyść działa niewątpliwie magia dziedzictwa Fabergé – legenda pradziadka, część ocalałych archiwów wzorniczych i rosyjski oligarcha, który ma kaprys restaurować markę.

Pierwsze kolekcje wypuszczone na rynek po 2010 roku są bez wątpienia śliczne – wykonane z najlepszych kruszców i zaprojektowane na podstawie starych wzorów Fabergé. Biżuteria jest nowoczesna, ale na pewno nie nowatorska. Wykonana współczesnymi technikami i szlifami. Typowy problem, który pojawia się przy próbach reanimacji kultowych marek – jest dorobek, dziedzictwo wzornicze, z którego można czerpać garściami, ale brakuje pomysłu. W przypadku Fabergé trudno powiedzieć, czy marka będzie miała do zaaferowania coś więcej niż obróbkę dziedzictwa z czasów Romanowów. Minęło 5 lat, było wielkie wejście, kampania reklamowa firmowana przez samego Mario Testino, kilka ciekawych nowych wzorów biżuterii, sporo celebryckiego szumu. Być może potrzeba jeszcze czasu, a być może tak już pozostanie. Jeśli są tam dobrzy marketingowcy nowe wyroby Fabergé będą bronić się latami. Bo kto by nie potrzebuje snobizmu, jeśli portfel mu na to pozwala? Tylko legendy trochę szkoda.

Biżuteria Fabergé po 2010r. – reanimacja czy reaktywacja?

© 2017 Kinelkovska. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia użyte na stronie stanowią własność właściciela strony.