Winogronowe wariacje

DIY Rękodzielnia & Ludownia

Bywa tak, nie wiedzieć właściwie czemu, że budzisz się któregoś dnia rano (właściwie to przedpołudnie), oczywiście z uśmiechem na twarzy (właściwie to nie do końca, ale lepiej brzmi) i myślisz sobie – nikt nie docenia mojej wspaniałości… hmm… Bo przecież jesteś wspaniała, tylko interpretacje na ten temat są różne. Ważne, że ty to najlepiej wiesz. Nie pozostaje nic innego, jak pokazać światu, jaka jesteś cudowna. Rodzinna. Familijna. Okaz wyjątkowości, po prostu. W tej wspaniałomyślności myślisz sobie – zrobię wykwintny, niebiańsko smaczny obiad. Niech wiedzą, jakim darem jestem. Jednak kilka minut później, już w kuchni, gdzie ma się dokonać kulinarne dzieło stworzenia odkrywasz, że:

A.Nie masz pomysłu, a książką kucharska mówi do ciebie jakimś absurdalnie niezrozumiałym językiem,

B.W lodówce w sumie nie ma nic wyjątkowego, z czego możesz te obiadowe cudowności wyczarować,

C.Przypominasz sobie, że przecież wcale nie lubisz gotować, a Pan-Nie-Mąż wręcz przeciwnie – uwielbia, to po co mu będziesz zabierać tę przyjemność.

Niemniej jednak nadal masz potrzebę zademonstrowania, jaką to genialną Panią Domu jesteś (choć nie jesteś, ale to temat zupełnie innej dyskusji). Spoglądasz przez okno i dziwisz się, że szpaki nie zjadły jeszcze twoich winogron, rosnących na choince. Tak, to nie literówka – moje winogrona rosną na choince. Proszę bardzo!

 

Skoro nie zjadły, skoro naprawdę nie masz ochoty na generalne porządki w domu, pranie lub prasowanie (lub jedno i drugie) lub cokolwiek, co można by uznać za pożyteczne, a nadal masz przemożną potrzebę zaimponowania wszystkim swoją wspaniałością to… ZROBISZ POWIDŁA WINOGORNOWE!!!

 

 

POTRZEBUJESZ:

Winogron nie zjedzonych przez ptaki, gruszek (niekoniecznie, ale dodają ciekawego posmaku, bo tak podejrzewasz), cukru, imbiru (bo pasuje ci praktycznie do wszystkich owoców), cytryny, wanilii (też niekoniecznie, ale snobistycznie powinna być), czasu (ale przecież go masz), cierpliwości (jak nie masz, to się jej naucz).

 

UWAGA:

To nie jest książka kucharska ani blog kulinarny, więc proporcje ww. składników są mniej więcej takie – 1 kg winogron, 2-3 gruszki, sok z połowy cytryny, ziarenka z 1 laski wanilii i 0,75 kg cukru. Mniej więcej znaczy tyle, co – jak lubisz. Tylko z oszczędzaniem cukru nie przesadzaj, bo to konfitura, więc potrzeba go dużo. Nie wymyśliłam na razie powideł winogronowych slow food w wersji light.

 

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Winogrona (umyte oczywiście i oskubane z gałązek) przekładasz do garnka, zasypujesz cukrem, przykrywasz ściereczką i odstawiasz na ok. 2 godziny. Proporcje mniej więcej takie – 1 kg owoców = 0,75 kg cukru.  W tak zwanym międzyczasie idziesz zrobić sobie maseczkę nawilżającą (oficjalna wersja Super Pani Domu – myjesz okno w łazience).

Po 2 godzinach (mniej więcej) dodajesz 1,5 szklanki wody i smażysz na średnim ogniu (w garnku z baaaaardzo grubym dnem). Po tym czasie zwiększasz ogień i smażysz aż owoce będą szkliste.

Teraz najgorsze – wszystko musimy przecedzić przez sito, żeby pozbyć się pestek. Zapomniałam dodać, że do tej zabawy dobrze byłoby założyć ciuchy, których nie będzie szkoda wyrzucić. Ja zastosowałam wersję uproszczoną – przecedziłam wszystko przez durszlak z niezbyt dużymi oczkami, bo nie miałam cierpliwości do sitka.

Dodajesz obrane i pokrojone gruszki, ścierasz imbir (mniej więcej płaska łyżeczka imbiru na kg winogron),

Smażysz na średnim ogniu następne pół godziny. Żeby nie było tak sielankowo – w czasie smażenia zbierasz pianę.

Na koniec dodajesz miazgę waniliową, smażysz jeszcze jakieś 5 minut.

Odstawiasz do wystygnięcia, następnie przekładasz do wyparzonych słoików (lansiarskich, snobistycznie wiejskich) i pasteryzujesz.

Bon appétit!

 

© 2017 Kinelkovska. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia użyte na stronie stanowią własność właściciela strony.