Włoskie korzenie niezwykłej biżuterii

Biżuteria & Akcesoria

Ilu ludzi tyle powodów do podróżowania. Podróżuję dla wrażeń, oczywiste. Tych wizualnych przede wszystkich. Szukam śladów ludzkiej kreatywności, kulturowego DNA pięknych przedmiotów, wszystkiego, co zanika – dzieł sztuki użytkowej, wykonanych drobnymi rękami jubilerów, rzemieślników, artystów. Poszukuję biżuterii i akcesoriów, które według mnie najlepiej definiują piękno danego miejsca na ziemi. I dlatego zdarzył się Rzym.

 

Nie bywam przewodnikiem turystycznym. Nie zastąpię wydawnictw podróżniczych i nie będę konkurować z travelerskimi blogami. Nie mam nawet takiej potrzeby. Jestem poszukiwaczem skarbów. Wszędzie gdzie jestem szukam prac rękodzielników. Z resztą, tak naprawdę tylko to przywożę z podróży. Zazwyczaj to biżuteria. Ale zdarzają się też domowe akcesoria, tkaniny, ręcznie robione koronki, kilimy. Ok, z Belgii przywożę pralinki (ale tylko te z malutkich pracowni cukierniczych!).

 

A Rzym zdarzył się z powodu jubilera o włosko – maltańskich korzeniach. Zakochałam się w jego biżuterii kilka lat temu i bardzo chciałam zobaczyć miejsca, w których się wychowywał. Włochy to dla mnie w ogóle symbol sztuki rękodzielniczej. Tkaniny, które nigdzie indziej nie mają takiej lekkości; drewniane meble rzeźbione w sposób niemożliwy do ogarnięcia; haft o tak intensywnych kolorach, że nie jesteś w stanie uwierzyć w jego ręczne wykonanie; skórzane wyroby, w których zakochasz się nawet, jeśli jesteś wegetarianinem. I biżuteria, która nigdzie indziej nie ma takiej fantazji i lekkości. I właśnie – Andrew Grima.

Miłość mojego życia – naszyjnik z pereł barokowych, w ‚muszelkach’ z białego i żółtego złota, zdobiony diamentami. Zaprojektowany przez Grima w 1972 r. Dotychczas nie pojawił się na aukcjach. Jeśli trafi do któregoś z domów aukcyjnych prawdopodobnie osiągnie cenę ponad 50 tys. dolarów. 

 

Dziś uchodzi za brytyjskiego jubilera. O zgrozo, jakby Anglicy byli w stanie projektować biżuterię… Urodził się w Rzymie, w artystycznej rodzinie o włosko – maltańskich korzeniach. Jego ojciec był projektantem haftów, bracia zostali architektami. Rodzina wyemigrowała do Wielkiej Brytanii, kiedy był dzieckiem. A sam Andrew Grima był samoukiem, nie ukończył żadnej szkoły artystycznej, a wręcz przeciwnie – studiował inżynierię mechaniczną (!).

 

 

Jubilerska marka powstała w latach 60-tych, doskonale wyczuwając potrzeby pokolenia dzieci kwiatów. A raczej jego zamożnej części. Okazało się, że inżynierskie korzenie Andrew Grima znalazły niezwykle twórcze zastosowanie w projektowanej biżuterii. W owych czasach była to biżuteria radykalnie nowoczesna, choć i dziś wnosi do jubilerskiego świata zaskakującą świeżość – organiczne, szorstkie kształty, naśladujące skały lub przypominające galaktyczne odłamki, które całkiem przypadkiem połączone ze szlachetnymi kamieniami. I właśnie coś, co uwodzi w niej najbardziej to te pozornie pierwotne, surowe formy, mniej i bardziej dosłowne zapożyczenia z natury i swoboda z jaką Grima podchodzi do warsztatu.

 

Żaden egzemplarz, który wyszedł z rąk Grima nie jest sztampowy, czy podobny do poprzedniego. Wszystkie mają w sobie jakąś zagadkę, łącząc abstrakcyjne malarstwo, hipisowską niezależność i niekonwencjonalność form ze szlachetnością kruszców i kamieni szlachetnych. I na koniec zupełnie subiektywnie – nikt przed nim i po nim nie potrafił w taki sposób wykorzystywać pereł!

 

Dość szybko w jego biżuterii zakochali się przedstawiciele brytyjskiej rodziny królewskiej (szczególnie królowa Elżbieta i księżniczka Małgorzata). W 1966 roku zaprojektował dla nich ponad 100 klejnotów. Niedługo potem jego magiczną biżuterię zaczęła nosić Jacqueline Onassis i Estée Lauder.

 

Dziś biżuterię Andrew Grima kolekcjonują m.in. Marc Jacobs i Miuccia Prada. Trudno się dziwić, jako jedyny jubiler na świecie 13-krotnie otrzymał nagrodę De Beers Diamonds International Awards (tzw. Oscary w juilerskim świecie).

Wielokrotnie nagradzany naszynik Leia, fot. grimajewellery.com

 

Od śmierci Andrew Grima (2007r.) jego tradycje kontynuują córka Francesca i żona Jojo. Zgodnie z zapoczątkowaną przez Grima tradycją tworzą biżuterię tylko i wyłącznie ręcznie, w limitowanych seriach po 20-30 egzemplarzy. Realizują również zamówienia indywidualne, od projektu poprzez dobór kamieni szlachetnych i wykonanie. Co ciekawe w ich warsztacie jubilerskim nadal pracują złotnicy, zatrudniani w latach 70 i 80-tych przez Andrew.

 

 

Wszystkie zdjęcia biżuterii Grima pochodzą ze strony www.grimajewellery.com 

© 2017 InKreo. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia użyte na stronie stanowią własność właściciela strony.